uważaj o czym marzysz
Uważaj o czym marzysz 李 Marzyłam o cudownym TEAMIE, o pozytywnym VIBES, o kobietach przedsiębiorczych i realizujących swoje cele 拾 Postawiłysmy na biznes online, który daje nam Uważaj na to!
Znasz to powiedzenie - uważaj o czym marzysz, bo jeszcze się spełni ? My polecamy mówić o swoich marzeniach na głos i wprost Zatem - jeżeli marzysz, by z okazji 픻ℕ핀픸 핂핆픹핀피핋 zrelaksować się w
ca Uważaj o czymmarzysz w naszejobecności! ar ve . t cave.art Uważaj o czymmarzysz w naszejobecności! cave.art / fundacja Nie znamy miejsca, w którym sztuka się zaczyna. Nie wiemy też, gdzie sztuka się kończy. Jesteśmy jednak głęboko przekonani, że to, co tworzy artysta, ma wymiar niepoliczalny i nie dający się zmierzyć i że należy podejść
Podczas lektury uwagę zwraca kreacja Rosie R., blogerki żądnej sławy, dla której chyba stworzone zostało powiedzenie "uważaj, o czym marzysz, bo może się spełnić". Sylwia Bies, portretując jej postać, zwróciła uwagę na kilka istotnych faktów dotyczących fascynacji zbrodniami i seryjnymi mordercami. "Sygnatura" ze swoim
W przypadku książki Uważaj, o czym śnisz rok wydania to 2018. Oznacza to, że odpowiedź na powyższe pytanie jest taka, że książkę wydano w 2018, czyli 5 lat temu. Oznacza to także, że książka Uważaj, o czym śnisz została napisana i zredagowana przed datą jej wydania. Autor lub autorka mogli pracować nad nią przez wiele
Jan 21, 2015 - kamelperd, szycie, szycie na maszynie, blog o szyciu na maszynie, napownica, szycie ubrań, DIY, przerabianie ubrań, blog krawiecki, handmade, jak
suro diro joyoningrat lebur dening pangastuti artinya. Ups! Nie udało się znaleźć pożądanej strony. It looks like nothing was found at this location. Maybe try one of the links below or a search? Szukaj: Najnowsze wpisy Czas na zmiany Najczęściej używane kategorie Hiszpania (1) ArchiwumTry looking in the monthly archives. :) Archiwum
Po przypomnieniu sobie pierwszych trzech wspólnych sezonów Sebastiana Vettela i Ferrari (pierwszą część znajdziecie tutaj: KLIK!) przechodzimy do nieco bliższych nam czasów. Zerkniemy na ostatnią zapisaną sukcesami kartę tej historii, by dojść do, niestety, mniej szczęśliwych czasów. Czasów, które doprowadziły do decyzji o rozdzieleniu tego duetu… Ale spokojnie, ta bajka ma happy end – a jest nim fakt, że Vettel pozostaje w Formule 1. Official Twitter @ScuderiaFerrari Wielka walka o „piątkę” (2018) Jeśli mamy wymieniać sezony, w których Ferrari i Vettel byli najbardziej konkurencyjni, to obok roku 2017, znajdzie się też rok następny. Na jego starcie duet ten wyglądał równie mocno jak sezon wcześniej, a może nawet lepiej. Początek rywalizacji w Australii i w Bahrajnie był udany dla Ferrari. Niemiec wygrał oba wyścigi, a podczas swojego dwusetnego startu w F1, przy okazji nocnego weekendu na torze Sakhir, zdobył także pole position. W Chinach kierowcy Scuderii również udało się wywalczyć pierwszą pozycję startową. Tutaj sprawy potoczyły się jednak gorzej, bo wyścig zakończył na ósmej pozycji z powodu taktycznego błędu swojego zespołu i zderzenia z Verstappenem. Poza podium Vettel wylądował także w dwóch kolejnych rundach, choć w Baku wywalczył trzecie PP w sezonie. Do pierwszej trójki powrócił w Monako, a dwa tygodnie później wygrał w Kanadzie. Francja przyniosła pierwszy poważny błąd Vettela w tym roku. Niemiec tuż po starcie uderzył w Bottasa i uszkodził swoje przednie skrzydło. Kosztowało go to oczywiście wizytę w boksie i spadek na koniec stawki. Cała przygoda skończyła się nie najgorzej, bo wyścig zakończył na piątej pozycji, ale pozwoliła ponownie uciec Hamiltonowi w klasyfikacji generalnej. Po poprzednim sezonie wszyscy wiedzieli, że takie błędy mogą kosztować mistrzostwo. Jednak to nie błąd na Paul Ricard był najgorszym, co mogło przytrafić się Vettelowi. Najgorsze wydarzyło się podczas jego domowego wyścigu w Niemczech. Deszczowe Hockenheim pogrążyło w ostatnich latach wielu kierowców. W sezonie 2018 był nim Vettel. Kierowca Ferrari zdobył przed swoją publicznością pole position i był na dobrej drodze do zwycięstwa, podczas gdy Hamilton startował dopiero z czternastego pola. Kiedy jednak nad torem pojawił się deszcz, czerwona „Loria” z założonymi slickami straciła przyczepność, z impetem przeleciała przez żwirowe pobocze i uderzyła w bandy, praktycznie przekreślając szanse Vettela na tytuł. O ten błąd Niemiec mógł obwiniać tylko siebie. Kiedy z założonym dla ochrony przed spojrzeniami kaskiem wędrował do swojego motorhome’u, jego największy rywal wygrywał przed jego publicznością. Utter heartbreak for Vettel at his home race ?#GermanGP ?? #F1 — Formula 1 (@F1) July 22, 2018 W Austrii, z odrobiną szczęścia (oba Mercedesy miały awarię jednostki napędowej) i trzecim miejscem na podium Vettel ponownie wysunął się na prowadzenie klasyfikacji o jeden punkt. Sytuację jeszcze bardziej poprawił na Silverstone, gdzie w fantastycznym stylu wyprzedził Bottasa w drodze do zwycięstwa na ziemi swojego rywala. Na Węgrzech, po nieudanym pit stopie, przyjechał na metę drugi, ale na Spa nie pozwolił odebrać sobie zwycięstwa, gdy w cieszącym oko manewrze wyprzedził Hamiltona niedługo po starcie. Niestety Vettel nie zawsze potrafił zapanować nad swoim samochodem podczas walki z rywalami, co kończyło się częstymi spinami. Tak było w pojedynkach z Hamiltonem na Monzy (P4), z Verstappenem na Suzuce (P6) i z Ricciardo w Austin (P4). Podczas gdy reprezentant Scuderii popełniał drobne błędy, które kosztowały go wiele miejsc, Hamilton odnalazł swój rytm i stawał się coraz cięższy do pokonania. Nie pomogły dwa trzecie miejsca w Singapurze i w Rosji, ani dwa drugie w Meksyku i Abu Dhabi. Rozwój samochodu Ferrari, który nie poszedł w odpowiednią stronę sprawił, że samochody z Maranello nie były już tak groźne dla Mercedesa, jak na początku sezonu, co z pewnością nie pomogło w walce o tytuł. Jednak Vettel również dołożył do tego swoją własną cegiełkę, poprzez kolejne popełniane błędy. Pole Position: 5 Wygrane: 5 Podia: 12 Punkty: 320 Pozycja na koniec sezonu: 2 Zmiana warty (2019) Rok 2019 przyniósł duże zmiany. Maurizio Arrivabene, z którym Vettel współpracował od początku swojej przygody w Ferrari, opuścił zespół, a w jego zastępstwie pojawił się Mattia Binotto. Do tego Kimi Raikkonen, który oprócz bycia doskonałym partnerem jest także przyjacielem Niemca, został wysłany do Alfy Romeo, robiąc miejsce nowej gwieździe Scuderii. W Maranello pojawił się Charles Leclerc, głodny zwycięstw i pierwszeństwa w ekipie. Vettelowi, który od zawsze był przecież numerem 1 w ekipie, nie potrzebny był taki kompan. Do zgrzytów w stajni Binotto musiało zatem dojść prędzej czy później. Koniec końców sezon 2019 okazał się rozczarowujący, a samo środowisko wokół Niemca nagle zmieniło się tak bardzo, że z bohatera, przemianowano go na nieudacznika. Oczywiście wina nigdy nie leży całkowicie po jednej stronie. Błędy Vettela przyczyniły się do pogorszenia stosunków z jego zespołem. Do optymalnych wyników potrzeba jednak optymalnego środowiska. Takiego, które nie będzie przysparzać kierowcy kłopotów i pozwoli skupić się jedynie na jeździe. W Ferrari natomiast zaczynało robić się coraz mniej komfortowo, co odbijało się na psychice zawodnika, powodowało kosztowne błędy i dawało coraz gorsze wyniki. Vettel wpadł w błędne koło. Testy przedsezonowe w Barcelonie podpowiadały, że Ferrari będzie godnym przeciwnikiem dla Mercedesa. Zderzenie z rzeczywistością w Australii okazało się jednak nieco trudniejsze i obaj kierowcy skończyli wyścig poza podium. W Bahrajnie Monakijczyk zdobył swoje pierwsze pole position w karierze, jednak w T1 podczas niedzielnego wyścigu jako pierwszy zameldował się Vettel. Niemiec zdołał także prowadzić przez znaczną część wyścigu, ale podczas walki z Hamiltonem o drugą pozycję jego samochód obróciło. Pośrednia mieszanka była całkowicie zniszczona, a w drodze do boksów jego przednie skrzydło oderwało się i w akompaniamencie snopów iskier wpadło pod samochód. Po wyjeździe z alei serwisowej musiał więc gonić czołówkę i ostatecznie dojechał na metę czwarty. Jego kolega z zespołu nie wygrał zaś wyścigu wyłącznie z powodu awarii jednostki napędowej. Kolejne pięć wyścigów Niemiec ukończył przed swoim partnerem, w tym zaledwie raz nie stawał na podium (P3 – GP Chin, GP Azerbejdżanu; P2 – GP Kanady, GP Monako). Nie obyło się jednak bez kosztownych błędów z jego strony. Swoją najlepszą okazję na wygraną po starcie z PP w Montrealu Vettel zaprzepaścił zdecydowanie zbyt łatwo. Choć ukaranie go za niebezpieczny powrót na tor wzbudziło wiele kontrowersji, to nie zmienia to jednak faktu, że sytuacji tej nie byłoby wcale, gdyby kierowca nie stracił panowania nad autem pod presją siedzącego mu na ogonie Hamiltona i nie wyjechał na pobocze. Passa zakończyła się we Francji. W Austrii i w Niemczech kiepskie pozycje startowe zapewniły mu problemy z samochodem. W swoim deszczowym domowym Grand Prix Vettel pokazał jednak kawał ścigania, za który można go podziwiać. Po starcie z 20. miejsca i fantastycznej pogoni przez stawkę, pełnej przyjemnych dla oka manewrów wyprzedzania, Niemiec dojechał na drugiej pozycji. Jeśli miałabym wskazać jeden z najlepszych wyścigów ostatnich lat w jego wykonaniu, to ten start z pewnością znalazłby się w gronie moich faworytów. W barierach tym razem wylądowało za to drugie z Ferrari. Start: P20 Finish: P2 An incredible drive by Sebastian Vettel in front of his home fans And that final push to the second step of the podium was unforgettable#F1 #GermanGP ?? @ScuderiaFerrari — Formula 1 (@F1) July 28, 2019 Także na Węgrzech Vettelowi udało się ostatecznie triumfować w walce o podium ze swoim partnerem zespołowym. Jednak na Silverstone dosłownie staranował Verstappena podczas walki o pozycję. Holender był w stanie jechać dalej, jednak Ferrari nadawało się już jedynie do uprzątnięcia z pobocza. Na Monzy, kiedy Leclerc triumfował, do Niemca powróciły demony z poprzedniego sezonu – jego samochód obrócił się i wylądował na poboczu. Powracając na tor Vettel niemal wjechał w Lance’a Strolla, a wyścig ukończył poza punktami. Pierwsze i jedyne zwycięstwo Vettela w 2019 roku nadeszło w jego nocnym królestwie – Singapurze. Co prawda to Monakijczyk wyrwał Mercedesom pierwsze pole startowe, ale gra zespołu na drugiego z kierowców pozwoliła wygrać wyścig Niemcowi. Choć sytuacja zdawała się już i tak być napięta, to dopiero GP Rosji przyniosło wybuch w stajni z Maranello. Leclerc zgarnął pierwsze pole startowe, a Vettel ustawił się na trzecim miejscu, za jego plecami. Kierowcy mieli współpracować na starcie, by odciąć Hamiltona. W efekcie Vettel jako pierwszy zameldował się w T1. Zgodnie z przedwyścigową umową nakazano mu oddać miejsce Monakijczykowi. Wywołało to prawdziwą burzę pomiędzy pit wallem a kierowcami. Leclerc domagał się swojego miejsca z powrotem, Vettel natomiast nie zamierzał go oddawać, a bezsilne szefostwo nie było w stanie sobie z nimi poradzić. Ostatecznie Niemiec odpadł z wyścigu z powodu awarii jednostki napędowej, a drugi z reprezentantów włoskiej ekipy przyjechał na trzecim miejscu. Zwycięstwo przeszło im koło nosa, a sportowcy weszli na drogę wojenną, której eskalacją był wyścig w Brazylii. Walczący o pozycję kierowcy zderzyli się na prostej, w wyniku czego dojechali do mety na końcu stawki, nie zdobywając ani jednego punktu. Jednak dużo poważniejsze konsekwencje czekały na nich w garażach. Po wszystkich zgrzytach, które miały miejsce w tym sezonie, Brazylia przelała czarę goryczy. Choć nie brakowało dobrych występów Vettela, to nagły błysk Leclerca sprawił, że Ferrari natychmiast odwróciło się od, jeszcze niedawno, swojego bohatera. Najboleśniejsza konsekwencja tej zmiany miała jednak nadejść dopiero w następnym sezonie. The moment the race turned on its head ?#BrazilGP ?? #F1 — Formula 1 (@F1) November 17, 2019 Pole Position: 2 Wygrane: 1 Podia: 9 Punkty: 240 Pozycja na koniec sezonu: 5 Prosta donikąd (2020) Sebastian Vettel dla „Beyond the Grid”, 2020 „Nie sądzę, że patrząc wstecz będę czegoś żałował. To prawda, że zawiodłem, bo ustanowiłem sobie cel, aby wygrać mistrzostwo z Ferrari. Zawiodłem, bo nie udało mi się tego osiągnąć. Były rzeczy, które mogłem zrobić lepiej, takie, które mogłem dojrzeć wcześniej. Bitwy, których nie powinienem był się podejmować. Sądzę jednak, że to wszystko wydarzyło się, by zaprowadzić mnie tam, gdzie jestem w tym momencie.” Rok 2020 stanął pod znakiem epidemii COVID-19 i postawił na głowie także rywalizację w Formule 1. Start sezonu został przesunięty aż na lipiec, kiedy to ogłoszono zupełnie nowy kalendarz. W czasie tego gorączkowego oczekiwania na to, co przyniesie przyszłość i widmo powszechnego lockdownu, Ferrari ogłosiło, że w Maranello nie ma już miejsca dla Vettela, a w jego zastępstwo zakontraktowano Carlosa Sainza. Decyzję zaskakującą o tyle, że jeszcze na początku roku Binotto zapewniał o tym, że chce utrzymać obecny skład. Powszechne oburzenie wywołała jednak nie sama ta decyzja – w końcu zespoły podejmują różne decyzje – ale sposób w jaki Ferrari potraktowało swojego kierowcę. Binotto ogłosił, że decyzja ta podyktowana jest tym, że Scuderia i Vettel odmiennie widzą swoje drogi na przyszłość i nie doszli do porozumienia. Wielu zaczęło nawet zastanawiać się, czy Niemiec nie wymagał zbyt dużej pensji. Jak się jednak okazało, Ferrari wcale nie prowadziło z nim rozmów. Po prostu zakomunikowało w rozmowie telefonicznej, że nie mają dla niego już miejsca. Tym samym pokazało, że są rzeczy na tym świecie niezmienne i jest to także zachowanie włoskiej ekipy względem swoich kierowców. Official Twitter @ScuderiaFerrari Jeśli komukolwiek wydawało się, że to najgorszy moment sezonu dla Vettela, to grubo się pomylił. Każdy kolejny wyścig był właściwie kolejną kroplą w czarze goryczy. SF1000 okazało się bolidem niestabilnym, wolnym i trudnym w prowadzeniu. W Maranello można było zapomnieć już nie tylko o pogoni za Mercedesem i Red Bullem, ale wręcz o walce o podium w klasyfikacji generalnej. Szczególnie źle radził sobie właśnie Niemiec, który nie potrafił dogadać się ze swoim ostatnim bolidem dostarczonym przez Ferrari. W trakcie roku zapunktował jedynie siedem razy. Zaledwie raz udało mu się wskoczyć na podium, a swoich dotychczasowych rywali obserwował już tylko z daleka. Pod względem wyników był to jego najgorszy pełny sezon w Formule 1. Rozpoczął go od dziesiątego miejsca w Austrii, a tydzień później na tym samym torze już na starcie został staranowany przez swojego kolegę z zespołu. Nie pierwszy i nie ostatni raz Leclerc szukał sobie miejsca tam, gdzie ewidentnie go nie było. W konsekwencji jego bolid wylądował na tyle samochodu Vettela, pozbawiając go tylnego skrzydła i możliwości dalszej jazdy. A double disaster for Ferrari on Lap 1 of the Styrian Grand Prix ? Vettel and Leclerc collide – and within minutes both are back in the garage#AustrianGP ?? #F1 — Formula 1 (@F1) July 12, 2020 Wyróżniającym się wyścigiem były z pewnością Węgry. Po fantastycznym starcie na wilgotnej nawierzchni po pierwszym zakręcie znalazł się na trzeciej pozycji. Niestety potem wszystko zrujnował fatalny pit stop w wykonaniu jego ekipy. Kierowcy udało się jednak dojechać na szóstej pozycji, na dość zniszczonych oponach i broniąc się przed dużo szybszymi autami. Podczas dwóch kolejnych Grand Prix na Silverstone zapunktował jedynie raz, meldując się na dziesiątej pozycji. To wtedy zaczęła się jego fatalna passa, w trakcie której nie był w stanie ani razu wejść do ostatniej części kwalifikacji. Niestety trwała ona aż do końca sezonu. Nieco lepiej sytuacja wyglądała w Hiszpanii (wyścig – P7), ale na Spa jego bolid spisywał się fatalnie (P13). Podobnie z resztą, jak jego partnera z zespołu (P14). Prawdziwym koszmarem było jednak domowe GP Ferrari na Monzy, która jest wyjątkowo żądnym mocy torem. Słabsza w tym roku Scuderia nie oferowała swoim kierowcom zbyt wiele przewagi na tym polu, toteż kwalifikacje Vettel zakończył już po Q1. W trakcie wyścigu awarii uległ układ hamulcowy, przez co byliśmy świadkami tego, jak czerwony bolid roztrzaskuje ustawione na poboczu styropianowe bloczki w drobny pył, by następnie zatrzymać się na dobre kilka metrów dalej. Ciężko znaleźć obraz, który lepiej podsumowałby ten sezon. Potem Niemcowi udało się zdobyć po jednym punkcie na Mugello oraz Portimao, ale podczas wyścigów w Rosji i domowego w Niemczech snuł się gdzieś w ogonie stawki. Kiedy wszyscy byli już przekonani, że kierowca nie doświadczy w tym sezonie ani jednej szczęśliwej chwili, nadeszło GP Turcji. Szalony wyścig, który można uznać za jeden z lepszych w ostatnich latach dał mu szansę na podium. I Vettel bez wahania ją wykorzystał. Dzięki kolejnemu atomowemu startowi na mokrej nawierzchni, z jedenastej pozycji przeskoczył na trzecią. I choć w miarę tego, jak tor przesychał, Ferrari traciło tempo, a jego pit stop trwał zdecydowanie zbyt długo, to nadal utrzymywał się dość wysoko. Na tyle, aby w kluczowym momencie znaleźć się tuż za walczącymi o drugą pozycję Perezem i Leclerkiem. Błąd tego drugiego w ostatnim zakręcie sprawił, że pojechał zbyt szeroko i otworzył drogę zarówno dla Meksykanina, jak i dla Vettela. “I think I’ll sleep well tonight.” ?Yes Seb, well deserved! Sweet dreams ?⭐️#Seb5 #essereFerrari ? #TurkishGP ?? — Scuderia Ferrari (@ScuderiaFerrari) November 15, 2020 Na tym jednak radość się zakończyła. Kolejne trzy rundy rozgrywane były bowiem na torach, które nie sprzyjały konstrukcji z Maranello (GP Bahrajnu, GP Sakhiru i GP Abu Dhabi) i w żadnym z nich czterokrotnemu mistrzowi świata nie udało się zdobyć punktów. Był to sezon pełen frustracji, zrezygnowania i wpadek. Wielu decyzji strategicznych Ferrari, które kazały łapać się kibicom za głowy czy rozmów z kierowcami przez team radio, które nie przystawały tak doświadczonej ekipie. Cierpiał Vettel, cierpiał Leclerc. Ten drugi znalazł w końcu nić porozumienia z autem, która pozwoliła mu na kilka dobrych występów. Jeśli jednak spojrzymy na szczegóły to widać, że także Niemiec potrafił czasem wycisnąć z powierzonej mu maszyny więcej, niż mógł. Ostatni wspólny rok z Scuderią wystawiał na próbę wiarę i nerwy zarówno kierowcy, jak i jego kibiców. Z pewnością największym pocieszeniem było podium zdobyte w Turcji. Poza tym rezultatem, wszyscy będą jednak chcieli puścić ten sezon w niepamięć…. Pole Position: 0 Wygrane: 0 Podia: 1 Punkty: 33 Pozycja na koniec sezonu: 13 Łącznie dla Ferrari: Pole Position: 12 Najszybsze okrążenia: 14 Wygrane: 14 Podia: 55 Punkty: 1400 Official Twitter @ScuderiaFerrari W drodze po nowe wyzwania… Sebastian Vettel dla „Beyond the Grid”, 2020 „Zdajesz sobie sprawę, że chodzi bardziej o samą podróż, o to, gdzie cię to zaprowadzi, to jest to, co naprawdę pamiętasz. Trofea są jedynie ostatecznym potwierdzeniem tego, co osiągnąłeś.” Sebastian Vettel przypomina nam wszystkim, że kierowcy Formuły 1 to nie tylko wielkie gwiazdy, które zostały obsypane pieniędzmi i sławą. To ludzie, których lubimy za ich dokonania na torze, ale także za to, jacy są prywatnie. To skromny facet, który promuje ten sport w zupełnie inny sposób. Dzięki któremu widzimy, że nie chodzi tu tylko o pieniądze, drogie samochody i otaczanie się gwiazdami. Chodzi także o to, że Formuła 1 jest dla nich miłością życia, o to, że szanują jej historię oraz ludzi, którzy ją budowali. Patrząc na statystki jest on aktualnie trzecim najbardziej utytułowanym kierowcą w historii Formuły 1 – po Michaelu Schumacherze i Lewisie Hamiltonie. Ostatnie kiepskie sezony mogły sprawić, że większość z Nas o tym zapomniała. Jednak prawda jest taka, że to ta trójka dzierży najwięcej rekordów w F1, a i całkiem sporą liczbę tytułów mistrzowskich. Jego mariaż z Ferrari przyniósł obu stronom piękne chwile, w których zawiera się wiele wywalczonych pole position, jeszcze więcej cudownych zwycięstw, manewrów wyprzedzania, które cieszyły oko, zaciętej walki o mistrzostwa i pogoni przez całą stawkę. Choć z kierowców, którzy jeździli dla Scuderii od czasów Schumachera był jedynym z tych, którzy odnieśli najwięcej sukcesów (przywiózł im najwięcej podiów i zwycięstw, a przy ilości PP ustępuje tylko Felipe Massie), to ich wspólna droga okazała się zbyt wyboista i zakończyła się ostatecznie wielkim niepowodzeniem. Na szczęście ten niezwykle utytułowany kierowca otrzymał od Formuły kolejną szansę – od sezonu 2021 przeniesie się do zespołu Aston Martin. Nowe środowisko i dużo mniejsza presja mogą przysłużyć się Vettelowi, który wygląda już na zmęczonego ciągłymi niepowodzeniami. Nie zapominajmy jednak, że może to być jego ostatnia szansa na to, byśmy zapamiętali go jako jednego z najlepszych kierowców swojego pokolenia. Saying our goodbyes for one last time together ?#GrazieSeb ❤️#essereFerrari ? #AbuDhabiGP #TBT — Scuderia Ferrari (@ScuderiaFerrari) December 17, 2020
Uważaj o czym marzysz, bo marzenia się spełniają, choć nie zawsze tak, jak byśmy sobie tego życzyły. Niebacznie wypowiedziałam życzenie nie precyzując go dokładnie…Wolny czwartekTak mi wypadło z grafiku w pracy. Hm, co by tu porobić? Mam zakupy do zrobienia, a tak poza tym? Chyba się trochę poobijam? Może książka? Nowy tekst na bloga? Mydełka porobię, albo buraki zakiszę? Ale będzie super! Taki spokojny, domowy dzień…Kasiu idziesz jutro do pracy? – moja mamaNie, a co?A bo byś mnie na cmentarz podwiozła, wiesz u babci tyle żołędzi i liści, trzeba to posprzątać na Wszystkich ŚwiętychJasne mamo, pojedziemyMamooo na którą idziesz jutro do pracy? – HaniaNie idę córciuTo podwieziesz mnie na przystanek?Podwiozę, czemu nie?A odbierzesz mi z przychodni receptę? – moje dziecię pytaO, to i mnie być leki z apteki odebrała – moja mamaSłuchaj a po drodze nie kupiłabyś mi liquidów? – KarolPewnie. I tak jadę na zakupy, to ci gdzieś kupięMamo odbierzesz mnie z dworca o – sms od starszej pociechySiMamoooo, a odbierzesz mnie z korepetycji? – młodsze dziecięOczywiście, o której? radęNo nie potrafię odmawiać. To prawda. Kocham ich, a jestem prawie jedynym kierowcą w rodzinie. Jednak jestem tylko człowiekiem, więc pomyślałam – „O ja pierniczę, znowu. A miało być tak pięknie. Żebym chociaż jeden dzień miała bez samochodu…” A mój Anioł Stróż, trochę zakręcony i chyba też potargany, a może już przygłuchy, lub żartowniś? Wysłuchał tego mojego życzenia…Dzień Świra, czyli mój normalny (?) dzieńPobudka to ciężki moment w życiu każdego, a już w życiu nastolatki to szczególnie. Dlatego nie dziwi mnie, że córcia zaspała i trzeba ją zawieźć do szkoły, zamiast na przystanek. Okej jedziemy, trochę w pośpiechu, bardzo walcząc z korkami, docieramy do teraz zakupy, po mamę i na nie! Coś piknęło mi w telefonie. To przypominajka – „Idź do Straży Miejskiej”. O kurczę! Zapomniałam! Jadę. Włożyli mi kartkę pod centrum handlowym, w którym pracuję, bo przez tych studentów z Politechniki, co parkują na naszych miejscach, ja zaparkowałam chyba w nie do końca dozwolony sposób. No nic. Porozmawiam, uproszę. Może mandatu nie dadzą…W radio właśnie leci horoskop wróżbity Macieja, podgłaszam: „Ryby, dzisiaj możecie liczyć na finansową pomyślność” Hura! Każdy grosz się przyda. Dzięki Ci wróżbito Macieju!W Straży nie było „tego co trzeba strażnika”, a nikt inny nie wiedział, co zrobić ze mną. Obiecali, że „ten co trzeba strażnik” zadzwoni w poniedziałek. Okej, przynajmniej na chwilę się odroczy na tam Kasiu zakupy? Bo ja już gotowa, bo wiesz, potem korki. To lepiej szybko pojechać – Pędzę więc do domu, żeby zabrać Mamę i uniknąć nie unikamy, ale jakoś udaje nam się zaparkować pod cmentarzem, sprzątamy, ustawiamy i wracamy. W korkach. W mega pospieszmy się, bo niedługo Ola wraca, a obiadu nie ma jeszcze i co damy jeść tej chudzinie?Dobrze Mamo, tylko jeszcze apteka, pamiętasz?Po prawie godzinie przebijania się przez korki docieramy do apteki. Stajemy. Łup! Chrup! To moje Czerwone Ferrari zaryło podwoziem w krawężniczek idealnie dopasowany do jego nic się nie stało, ale nieźle pani przywaliła – Krzyczy do mnie jakiś mądrala. Jak ja kocham takich mądrali. Zawsze się zjawiają, by kobietę pouczyć. Trudno, mam nadzieję, że naprawdę nic się nie stało. Biegnę do apteki – kupione, odebrane, biegnę do auta. Ruszam. Lekko cofam. Łup!Co pani wyprawia! Zniszczyła mi pani auto! O, i jeszcze ucieka!Nie uciekam. Stoję w poprzek osiedlowej drogi. Muszę jakoś ją udrożnić. Ale ok, pan nerwowy, więc zostawiam auto tak jak na tą jego piękną Kię Sportage i nie wiem co uszkodziłam. Nic nie Tutaj, Widzi pani!? I kto mi za to odda?!Facet wrzeszczy i pokazuje mi… pięciocentymetrową ryskę na feldze auta. Taką, którą można szmatką zetrzeć. Nie wierzę własnym oczom, ale co? Spisujemy protokół, czy mam policję wzywać?Policję!? Jaką policję?! Do czegoś takiego?! Nie mam czasu, na policję! Spisujemy protokół. Biiiiiiip!Jak stanęłaś debilko?!To kierowca śmieciarki, który właśnie w tej chwili musiał wjechać, w tę leniwą osiedlową uliczkę. Przestawiam auto i dalej spisujemy protokół. Potem właściciel auta mnie dłuuugo i dokładnie legitymuje, dzwoni do ubezpieczyciela i rzeczoznawcy, trzymając w ręku moje prawo jazdy i przy okazji zrzędząc niemożliwie. Krew mi się gotuje. Wróżbita. Finansowa pomyślność, cholera! Jestem w plecy o podwyżkę ubezpieczenia! Dobrze, że resztkami przytomności zdjęcie cały czas mi przypomina, że nie ma obiadu jeszcze i nie zdążymy końcu „pan bardzo dokładny” oddaje mi prawko i mogę jechać. Dobra, Zmiana planów. Zawożę mamę. Zostawiam ją w domu, żeby obiad ugotowała, a sama ruszam dalej z drobnymi przysługami dla wszystkich. Co to ja miałam…? Aha, receptę z przychodni odebrać, liquidy kupić. Ojej i jeszcze paczka jest na poczcie do odebrania. Jadę na pocztę, do przychodni, po liquidy i jeszcze wypłacić z bankomatu. Wszystko? Eeee, jeszcze płaszcz z pralni odebrać. Teraz Wszystko. To może pojadę na ten obiad? Nie, nie zdążę. Czas jechać po coś mi zaczyna grzechotać pod spodem coraz mocniej…Piszę do Karola : „chyba rozwaliłam podwozie”.Zero reakcji, trudno. Może nie widział. Chyba dojadę wszędzie gdzie trzeba? Wieczorem pokażę mu przebijam się przez zakorkowaną, zdążająca na cmentarze po pracy, Łódź. A właściwie w większości stoję. „Mamo, daleko jesteś, bo już skończyłam i spieszę się, bo się umówiłam z Klaudią” – sms od córki. Wysilam komórki mózgowe, uciekam z korka w korek. Zabieram dziecię i znów kluczenie i kombinowanie, by dojechać do domu na czas, bo dziecko się Toyotka zaczyna dziwnie charczeć…Dojeżdżamy do domu. Zjadam szybko obiad (Dzięki Ci Panie za moją mamę). Która to godzina? Już? Czas po Olę na dworzec. Hania zabiera się ze mną. Ma coś jeszcze do załatwienia po drodze, to ją podrzucę. Ruszam. Jakieś 500 metrów od domu zapala się lampka ładowania. „Niedobrze” – myślę, ale nie mam czasu analizować. Ola pisze, że już czeka na dworcu i że marznie. W aucie też robi się jakoś zimniej. Chyba siadło do dworca i z trudem biorę ostatni zakręt. To wspomaganie kierownicy padło. Ale co tam, zaraz wyściskam moje dzieciątko i pojedziemy do domu, a martwić się będziemy wielką walichę do małego bagażnika i ruszamy. Moje Maleństwo coś nie chce ciągnąć. Światła przygasają. A tu mega, mega korek przy skręcie w prawo w drogę ze szlabanem na przejeździe kolejowym. Toyotka przygasa. „Proszę wytrzymaj, proszę wytrzymaj. Nie teraz. Nie padaj. Pls nie tutaj!”W tym miejscu zawsze jest nerwowo,ale dzisiaj, przed Wszystkimi Świętymi szczególnie. I właśnie tutaj, w najbardziej zatłoczonym, znerwicowanym miejscu na Ziemi, moje autko… głuche, bez z dziewczynami auto na chodnik. Nie szkodzi, że na sam róg drogi i wszyscy mają problem, żeby obok nas przejechać. Przed nami stoi znak drogowy. Nie mam siły manewrować, by go ominąć. Stoimy więc, jak stoimy. Obtrąbiane i nie wiem co do Mojego otworzyć maskę i zobaczyć, czy kabelki nie spadły. Boziu! Jakie znowu kabelki?! Ale otwieram, patrzę. Kabelków nie widzę. Z resztą jest ciemno, choć stoimy pod latarnią. Ale wydaje mi się, że widzę takie trzy kółka z boku silnika, których kiedyś chyba nie widziałam. Musiało je coś wtedy zakrywać? Mówię o tym tak. Zerwał się pasek od ładowania akumulatora. To on był na tych trzech kółkach kiedyś, a teraz go nie ma.„Urwana pokrywa podwozia go zerwała” – myślę sobie, ale Karolowi tego nie mówię. Wszak nie zareagował na moją informację o uszkodzonym podwoziu, więc za dużo tłumaczenia by było dzwoni do Taty,który podjeżdża do mnie swoim autem na ratunek. Boże, jak to dobrze, że mógł przyjechać. Kompletnie nie widziałam co począć. Samochód dla mnie to czarna magia. Tata przykręca do mojej Biedroneczki hak, wyciąga linkę i pyta, czy kiedyś byłam holowana i czy dam sobie radę. Pewnie! Pewnie?Dziewczyny dla bezpieczeństwa przesiadają się do Taty, a ja z duszą na ramieniu „pędzę” na lince holowniczej przez zakorkowaną, rozkopaną, zwariowaną Łódź. Parę zbyt szerokich zakrętów, parę za późnych hamowań. Pot na czole, klucha w gardle, noga nerwowo wciskająca pedał hamulca, ale dojechaliśmy. Jeszcze tylko podepchnąć auto pod płot zaprzyjaźnionego mechanika i… do się na nogach. W głowie mi się kręci. Mam dość. Biorę gorącą kąpiel. Chyba trochę przysypiam. Za chwilę budzi mnie z letargu gdzie masz kluczyki od auta? Mechanik dzwonił, żebym mu przyniósł, to w sobotę z rana zajmie się autem.„Extra!”- Myślę, „Może już pojutrze będę miała autko? Tylko co z cmentarzami? Chciałam mieć dzień bez auta, ale czy to musiał być akurat Dzień Wszystkich Świętych? Jak ja się z tej moje wsi dostanę na te wszystkie cmentarze po całej Łodzi rozrzucone? „Aniołeczku Sróżku, kompletnie wszystko pokręciłeś…Mija godzina, może dłużej. Karola nie ma. Wreszcie wchodzi. Mina obolała, sztywna, prawa ręka wyciągnięta ku Dwa palce sine i opuchnięte, kolejne dwa rozharatane, krew się się stało?!Wpychaliśmy auto na podwórko i mechanikowi coś się pokręciło. Zamiast skręcić w lewo, skręcił w prawo wprost na róg domu. Auto przytarł, dłoni mi o mało nie zmiażdżył, bo ja pchałem z tyłu. Masz cały bok auta do Potarganku, serio?!Nadeszła noc. Poszłam spać z nadzieją, że to już koniec tu rano:Mamo, chyba mi zginął portfel, a w nim wszystkie moje dokumenty…
uważaj o czym marzysz