umieranie na raka forum
O ile znajdowałem się w grupie ryzyka (papierosy, swojego czasu spora nadwaga) to w przypadku raka nerki nie są to bezpośrednie przyczyny. Ciekawostką jest to, że normalnie chorują na niego ludzie w wieku 60+ a u mnie diagnoza nastąpiła w wieku 32 lat.
Mozog umierajúceho človeka je naďalej veľmi aktívny. Napriek tomu však môže dochádzať k epizódam zmätenosti. S umierajúcim je dobré hovoriť, zorientovať ho v dianí naokolo a predstavovať mu návštevy. Hoci to na najbližších pôsobí znepokojivo, zomierajúci vníma realitu zdeformovane, prípadne máva halucinácie.
Mój tata nas zaskoczył swoją śmiercią jeżeli ktoś chorujący na raka może zaskoczyć swoim odejściem.Po powrocie z chemi przestał przyjmować pokarm i napoje.Zatrzymał mu się mocz,przestał wstawać z łóżka.I pomimo że w szpitalu założono cewnik i unormowano wyniki ,nie było mu dane wrócić do domu.Nie udusił się ,pomimo
Faza IIB rak dojke. Tumor dojke koji je: – veći od 5 cm bez limfnih čvorova ispod pazuha koji testiraju pozitivno na rak – veći od 2, ali manji od 5 cm, sa učešćem limfnih čvorova. Stadijum IIIA rak dojke ili lokalno uznapredovali rak dojke: – maligni tumor dojke veći od 5 cm koji se proširio na limfne čvorove ispod ruke ili blizu
Tłumaczenia w kontekście hasła "umieranie to" z polskiego na angielski od Reverso Context: Bez obaw, umieranie to jedno z doświadczeń jakich nie planuje przeżyć.
Ale obliczaj sobie w jakich chcesz jednostkach, byleś tylko nie doliczał czystej wody do substancji powodujących masowe umieranie na raka. Jako znany na całym forum N, 21-05-2006 Forum: Bezpieczeństwo na drodze - Re: dobrze jest znac sie na tym o czym sie pisze
suro diro joyoningrat lebur dening pangastuti artinya. Choroba nowotworowa to jedno ze schorzeń stanowiących ogromne wyzwanie dla współczesnej medycyny. Choć rozpoznana na wczesnym etapie jest z łatwością uleczalna, wciąż mamy do czynienia z dużą liczbą zbyt późnych diagnoz. Sporym problemem jest pojawianie się przerzutów; niektóre z nich, na przykład przerzuty do kości, są w stanie bardzo obniżyć komfort życia i funkcjonowania chorego. Jak wygląda zapobieganie i leczenie przerzutów do kości?Rak prostaty – garść faktów i mitówRak stercza, znany również jako rak prostaty czy rak gruczołu krokowego, jest drugim co do częstości nowotworem złośliwym, na który cierpią polscy mężczyźni. Pod względem liczby zdiagnozowanych przypadków, ustępuje jedynie rakowi płuc. Nowotwór stercza pojawia się u mężczyzn po 40. roku życia: dużym problemem diagnostycznym jest jego nieregularny i nietypowy przebieg. Choroba przez wiele lat może rozwijać się bezobjawowo, a chory nie ma pojęcia o własnych problemach ze zdrowiem. Dopiero na zaawansowanym etapie rozwoju nowotworu, pojawiają się problemy z oddawaniem moczu, parcie na pęcherz, ból podczas załatwiania się, zaleganie moczu lub nawet jego całkowite zatrzymanie. Bywa jednak i tak, że pierwszym objawem są dopiero bóle związane z przerzutami do kości. Niestety wówczas metody leczenia samej prostaty są z reguły ograniczone. Szacuje się obecnie, że aż u 50 proc. mężczyzn powyżej 80. roku życia na całym świecie można zaobserwować ogniska raka stercza, choć nie wszystkie dają widoczne objawy. Często pacjent umiera śmiercią naturalną nim choroba zdąży się rozwinąć. Obecnie, diagnozowanie choroby odbywa się o pięć lat wcześniej niż jeszcze kilka dekad temu. Specjaliści zauważają jednak, że wciąż spora część pacjentów zgłasza się do lekarza zbyt późno. To niepokojące, bowiem raka prostaty można niekiedy zdiagnozować już prostym badaniem per rectum, a także pomiarem stężenia PSA w surowicy krwi. Z reguły, w ramach potwierdzenia choroby, wykonuje się również ultrasonografię i prostaty a przerzuty do kościW przypadku raka prostaty, wyjątkowo często następują przerzuty do kości. Niektóre dane mówią nawet o 85 proc. przypadków, w których nastąpił przerzut do tkanki kostnej. Rozwój choroby nowotworowej może niestety spowodować unieruchomienie chorego, stąd niezbędna jest walka z dalszym jej postępem. Przerzuty do kości mogą mieć dwojaki rodzaj: mamy do czynienia zarówno z resorpcją kości, jak i nadbudową tkanki kostnej. Najczęściej rozpoznanie odbywa się dzięki metodom radiologicznym. Często to ogromny ból jest czynnikiem alarmującym lekarza i pacjenta. Wybór odpowiedniej metody leczenia powinien należeć do specjalisty i chorego i uwzględniać zarówno stan zdrowia, jak i możliwości pacjenta oraz możliwie najlepsze jego funkcjonowanie. Więcej o konieczności walki z przerzutami przeczytasz tu: Rak prostaty i przerzuty do leczenia przerzutów do kościIstnieje wiele metod terapii przerzutów choroby nowotworowej do układu kostnego. Zazwyczaj są to metody nieoperacyjne, wybierane w trosce o zachowanie jak najlepszego stanu zdrowia pacjenta. Najczęściej jest to chemioterapia, radioterapia, hormonoterapia lub termoablacja. Leczenie przerzutów do kości ma na celu przede wszystkim ograniczenie postępu choroby, zapewnienie możliwości sprawnego poruszania się przez chorego, zmniejszenie dolegliwości bólowych, zniwelowanie ryzyka złamań i innego rodzaju powikłań. Według szacunku naukowców, zaledwie jedna czwarta wszystkich przypadków przerzutów do kości powinna być leczona chirurgicznie. W pozostałych należy zastosować leczenie paliatywne. Obecnie najczęściej stosuje się radioterapię wspomaganą farmakoterapią przeciwbólową: pomaga ona w redukcji odczucia bólu u tych pacjentów, u których jest on umiejscowiony w konkretnych obszarach układu kostnego. Nie należy jednak stosować jej u chorych na chorobę nowotworową, u których doszło już do patologicznych złamań – radioterapia może bowiem opóźnić proces gojenia się kości, a tym samym, skutecznie utrudnić codzienne funkcjonowanie i psyche – równie ważneRadioterapia jest cenioną metodą w przypadku osób, u których przerzuty do kości są na początkowym etapie i które mają duże szanse na przeżycie. Jednak terapia dolegliwości bólowych powinna być wzbogacona również terapią psychologiczną. Specjaliści podkreślają, że w przypadku tak zaawansowanego etapu nowotworu jak przerzuty raka prostaty, niezbędne jest odpowiednie radzenie sobie ze stresem, aby móc zmobilizować organizm do walki z chorobą. Tym właśnie powinna zająć się psychoterapia prowadzona wspólnie z radioterapią. Oddziaływanie psychologiczne w przypadku leczenia przerzutów raka prostaty obejmuje więc redukcję lęku, napięcia, stresu i poczucia winy za obarczanie bliskich swoją chorobą, a także uzewnętrzniania emocji i pogodzenia się z własnymi dysfunkcjami ruchowymi. Wzrastająca motywacja chorego sprawia, że ból znacznie łatwiej jest znieść; przestaje być dominującym uczuciem w życiu danej osoby. Dzięki temu, pacjent ma dużo większą szansę, by w pełni sił psychicznych stanąć do walki z samym rakiem oraz zakończyć ją Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!Źródła: - Cytokines as markers of osteolysis in the diagnostics of patients with bone metastases Magdalena Groblewska, Barbara Mroczko, Małgorzata Czygier, Maciej Szmitkowski; Postepy Hig Med Dosw. (online), 2008; 62: 668-675 - Orthopaedic ailments in metastatic lung cancer – a case study. Specificity of the approach Marcin Nowak, Ilona Bidzan, Konrad Śniegowski, Paweł Cieśla; Psychoonkologia 2014, 2: 73–81 - Diagnostic and treatment errors in management of the bone metastases Pawlicki, Marek; Rolski, Janusz. Wspólczesna Onkologia; Poznan Vol. 8, Iss. 1, (2004): 25. - Ways of Coping with Cancer and Feeling of Depression and Pain Intensity in Patients Receiving Palliative Care; Barbara Szwat1, Wojciech Słupski2, Dominik Krzyżanowski3, Piel. Zdr. Publ. 2011, 1, 1, 35–41
A Little Bit of Heaven2011 7,0 46 476 ocen 12 651 chce zobaczyć {"rate": Strona główna filmu Podstawowe informacje Pełna obsada (115) Opisy (3) Opinie i Nagrody Recenzje (2) Forum Multimedia Wideo (2) Zdjęcia (24) Plakaty (35) Pozostałe Ciekawostki (2) Newsy (17) {"type":"film","id":541210,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Odrobina+nieba-2011-541210/tv","text":"W TV"}]}
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2016-12-20 18:19:45 Ostatnio edytowany przez koniczynka123 (2016-12-20 18:29:30) koniczynka123 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-11-21 Posty: 43 Temat: Moja mama umiera... Hej,w sumie nie do końca wiem co chcę napisać... chyba po prostu się komuś wygadać, bo do psychologa chyba się nie wybiorę- przynajmniej na razie. Jeśli ktoś z Was da radę przebrnąć przez ten potok słów, to bardzo dziękuję. Przepraszam za wszelkie błędy, czy jakikolwiek chaos, ale myślę, że zrozumiecie wraz z kolejnymi zdaniami. Mam 19 lat, w październiku zaczęłam studia. W drugiej klasie liceum okazało się, że moja mama choruje na nowotwór złośliwy jajnika. Jakby tego było mało, chwilę po niej okazało się, że ciocia, która była nam bardzo bliska, również jest chora na nowotwór. Z ciocią było tak, że momentalnie trafiła na oddział paliatywny i po trzech miesiącach zmarła. Byłam u niej kilka razy, widziałam jak mizernieje, zapomina kim jesteśmy. Lekarz stwierdził, że ma tak wiele przerzutów, że właściwie rak ma ją, a nie ona jego. Chociaż należę do tych "cichych szarych myszek" i jestem "z tych wrażliwych", to mam bardzo silną psychikę. Co prawda było mi przykro, że bliska mi osoba zmarła, ale nie rozpaczałam. Zwykle nie dociera do mnie ta "powaga sytuacji". Jeśli chodzi o mamę, to pamiętam, że kiedy dowiedziałam się o diagnozie było kilka dni, kiedy co chwilę płakałam. Później wydawało mi się, że wszystko może jednak będzie w porządku, że mama z tego wyjdzie. Przeszła przez chemioterapię, wypadły jej włosy. Mimo choroby była bardzo radosna, dobrej myśli. Prawdę mówiąc nawet wtedy bardziej interesowała się stanem zdrowia innych, nie myśląc o sobie. Czasami żartowała z choroby. Jest z tych osób, na które zawsze można liczyć i pomogą nawet kosztem swojego zdrowia. Nie wstydziła się chodzić bez czapki, w peruki też nie chciało jej się bawić, bo "było w niej za gorąco". Przeszła bardzo wiele operacji, nie tylko tych związanych z nowotworem. Bywało, że przechodziła naprawdę ciężkie chwile, niektóre zabiegi musiały być tak szybko wykonane, że np. przy cewnikowaniu, lub wyjmowaniu portu z klatki piersiowej nie dostawała żadnego znieczulenia. Nie zliczę już ile razy karetka musiała do nas przyjeżdżać. Przez kilka miesięcy byłam tylko ja z babcią, no i nasi najbliżsi znajomi, którzy pomagali tyle ile mogli. Tato od wielu lat pracował za granicą i przyjechał raz zwalniając się z pracy, ale mama kazała mu wracać dopóki w miarę sobie tutaj radziliśmy. W końcu był teraz jedyną osobą, która coś zarabiała, a pieniądze podczas choroby zaczęły uciekać jak woda przez palce. Jednak dziadek również jest chory, nie może chodzić i co tydzień trzeba jeździć z nim do szpitala. W końcu babcia zaczęła odczuwać, że za dużo na siebie wzięła, dostała udaru. Na szczęście teraz jest z nią w porządku. Tato ostatecznie rzucił pracę, bo po 11miesiącach od zakończenia chemioterapii u mamy pojawiły się nawroty. Ma 4 guzy o średnicy około 9cm, między innymi na aorcie biodrowej, w okolicy jelit i ogólnie przy narządach rodnych. Lekarze załamują ręce, sami nie wiedzą co robić. Mama znowu dostaje chemię (moim zdaniem to taka chemia, aby coś dać), ale widzę, że jest z nią coraz gorzej. W ciągu kilku dni schudła 10kg. Coraz częściej wstaję w środku nocy żeby z nią posiedzieć, coś przynieść. Cokolwiek. Nie ma już siły się ruszać, do toalety idzie trzymając mnie za rękę. Chodzi w pampersach, ciągle krwawi. Musi przyjmować leki, nie może praktycznie nic jeść (przed chwilą nakarmiłam ją 10 łyżkami kleiku ryżowego i herbaty), a żołądek jest już tak zniszczony, że co chwilę wymiotuje, bo wszystko jej szkodzi i podrażnia. Tato chucha i dmucha na nią, potrafi gotować jedną zupę (która sklada się raptem z ziemniaka, marchewki i jakiejs pietruszki) kilka razy, bo dla mamy ciągle jest niedobra (mimo ze tato świetnie gotuje, więc nie daje jej byle czego). Chwilami zaczyna się denerwować, bo już nie ma siły, jest przemęczony, musi ciągle przy niej być i jednocześnie biegać za lekami, do lekarzy po kolejne recepty i robi milion innych rzeczy. O ile do jesieni było całkiem znośnie, tak teraz już przestaję dawać sobie radę. Dobija mnie to, że tato jest taki bezradny, że chce pomóc, ale ciągle coś jest nie tak. Martwi mnie co z nim będzie. Coraz bardziej dociera do mnie, że mama umiera mi przed oczami. Jestem do niej bardzo przywiązana, zawsze mówiłam jej kilka razy dziennie, że ją kocham, uwielbiałam się do niej przytulać i opowiadać jej o wszystkim co się u mnie działo. Mam wrażenie, że coraz bardziej trudno jest mi opanować emocje, co chwilę chce mi się płakać, odpuściłam sobie tydzień zajęć, bo byłam tak zdenerwowana, że trochę się rozchorowałam, poza tym co chwilę trzęsę się z nerwów. Zastanawiałam się nad wizytą u psychologa/psychiatry, ale z drugiej strony mam wrażenie, że jeszcze daję sobie radę. (Wszyscy dookoła mówią mi, że podziwiają mnie za opanowanie, za to, że tak sobie ze wszystkim radzę. Między ludźmi zupełnie nie widać po mnie przez co przechodzę. Mam jakoś tak, że nawet jakbym miała pęknięte serce, to i tak umiem się uśmiechać, myśleć pozytywnie i ogólnie mam jakieś dobre nastawienie do życia). Poza tym głupio jest mi prosić tatę o pieniądze na ten cel. Muszę go wspierać, a nie jeszcze pokazywać, że też to bardzo przeżywam. Przeraża mnie myśl, co może być kiedy mamy zabraknie. Nie wiem jak się nastawić na najgorsze, które i tak lada moment nadejdzie... 2 Odpowiedź przez Wielokropek 2016-12-20 20:09:57 Wielokropek 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-01 Posty: 26,049 Odp: Moja mama umiera... koniczynko123, mądrą osobą, wspierasz swą mamą, wspierasz tatę. Świetnie, robisz to niezwykle umiejętnie, delikatnie, bez narzucanie siebie i swego przeżywania. Osoba odchodząca potrzebuje spokoju i towarzyszenia jej, potrzebuje też (często) rozmowy o swoim odchodzeniu, nie zaczyna rozmowy, gdy widzi, że osoby ją otaczające nie są do tej rozmowy gotowe. Ale... wspieranie w tak trudnej sytuacji jest bardzo obciążające emocjonalnie. Wspierający potrzebuje (a najczęściej o tym zapomina, uważa za nieistotne) wsparcia, potrzebuje osoby, wobec której nie musi trzymać swych emocji na smyczy, i która pozwoli na ich uzewnętrznienie. Taką osobą może (może?) być dla Ciebie tata. Może pora na Twe ujawnienie? Może nie musisz przed nim być non stop opanowaną? Może Twe emocje przyjmie z ulgą? Może dzięki nim znajdziecie się jeszcze bliżej siebie?A przecież Ty, oprócz tego, także żegnasz się z bardzo bliską osobą. Tobie i z tego powodu potrzebne jest wsparcie. Możesz je dostać od ojca, od innej osoby z rodziny, od przyjaciół, znajomych? Twierdzisz, że dajesz jeszcze sobie radę. Tylko jakim kosztem to robisz? Dawanie sobie rady polega też na... proszeniu o pomoc. Masz prawo prosić o pomoc TERAZ. Nie musisz doprowadzić siebie do całkowitego wyczerpania. Taką pomocą jest wsparcie profesjonalisty. Masz prawo do niego. W związku z tym masz prawo do proszenia taty o pieniądze na spotkanie z psychologiem czy Kübler-Ross, lekarz psychiatra, napisała bardzo mądrą książkę "Rozmowy o śmierci i umieraniu", zajrzyj do niej, myślę, że będzie Ci pomocna w tych trudnych chwilach. Napisałaś, że:(...) Przeraża mnie myśl, co może być kiedy mamy zabraknie. Nie wiem jak się nastawić na najgorsze, które i tak lada moment nadejdzie...Wybacz szczerość. Kiedy mamy już zabraknie, czeka Cię żałoba (w zacytowanej książce sporo mądrych rzeczy na jej temat przeczytasz). Żałoba to, wg E. Kübler-Ross, pięć etapów: zaprzeczanie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja. Nie warto żadnego z nich pomijać, przyspieszać, żałoba musi potrwać i każdy przeżywa ją na swój sposób. Jak się nastawić na najgorsze? Rób tak, jak dotąd. Wspieraj mamę, ale też pozwól sobie znaleźć osobę, która dla Ciebie będzie wsparciem. Spędzaj z mamą tyle czasu, ile chcesz i ile ona chce. Róbcie razem rzeczy, które was cieszą, na które obie macie ochotę. Unikaj jednego (myślę, że tak robisz dotąd): obciążanie mamy swą rozpaczą (co nie znaczy, ze razem nie możecie się powzruszać).Przytulam Cię wirtualnie. Jeśli ktoś chce, znajdzie ktoś nie chce, znajdzie powód."Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski 3 Odpowiedź przez takiwiatr 2016-12-20 20:24:53 takiwiatr Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-11-11 Posty: 1,190 Odp: Moja mama umiera...Koniczynko, jesteś wrażliwą osobą, masz dobre serce, robisz co możesz. Jeśli to są rzeczywiście ostatnie dni Twojej mamy to przynajmniej nie jest sama w tych trudnych chwilach, otoczona miłością najbliższych, w tym również Ciebie. Na pewno jest dumna ze swojej córki. Pisz o tym co się dzieje, co przeżywasz, jeśli to przynosi Ci ulgę. Przytulam Cię serdecznie!!! 4 Odpowiedź przez Lajla888 2016-12-20 20:26:00 Lajla888 O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-09-23 Posty: 61 Wiek: 28 Odp: Moja mama umiera... Jestem jedną z tych, która mamę już straciła i to w dość młodym wieku. U mnie stało się to nagle, więc zazdroszczę Ci tych wspólnych dni jakie Wam zostały. Czarować Cię nie będę, że będzie dobrze, że wyjdzie z tego na pewno. Sama wiesz najlepiej jak jest więc wykorzystaj ten czas jaki Wam został i zadbaj o siebie. Zamykanie się w czterech ścianach nic nie da, musisz mieć kontakt z innymi ludźmi i musisz przede wszystkim rozmawiać. Jeśli nie chcesz iść do psychologa to może z kimś bliskim rozmawiaj. Wiem, że tłumienie w sobie emocji nie prowadzi do niczego dobrego. Wierzę, że się nie poddasz bo widzę, że jesteś silną osobą. Uściski śle. Są takie oczy, nie pozna Pan po nich, że płakały. Wystarczy je otrzeć. A są takie, że płacz długo w nich stoi, nawet gdy dawno płakały. 5 Odpowiedź przez koniczynka123 2016-12-20 20:29:11 koniczynka123 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-11-21 Posty: 43 Odp: Moja mama umiera... Wielokropek napisał/a:koniczynko123, mądrą osobą, wspierasz swą mamą, wspierasz tatę. Świetnie, robisz to niezwykle umiejętnie, delikatnie, bez narzucanie siebie i swego przeżywania. Osoba odchodząca potrzebuje spokoju i towarzyszenia jej, potrzebuje też (często) rozmowy o swoim odchodzeniu, nie zaczyna rozmowy, gdy widzi, że osoby ją otaczające nie są do tej rozmowy gotowe. Ale... wspieranie w tak trudnej sytuacji jest bardzo obciążające emocjonalnie. Wspierający potrzebuje (a najczęściej o tym zapomina, uważa za nieistotne) wsparcia, potrzebuje osoby, wobec której nie musi trzymać swych emocji na smyczy, i która pozwoli na ich uzewnętrznienie. Taką osobą może (może?) być dla Ciebie tata. Może pora na Twe ujawnienie? Może nie musisz przed nim być non stop opanowaną? Może Twe emocje przyjmie z ulgą? Może dzięki nim znajdziecie się jeszcze bliżej siebie?A przecież Ty, oprócz tego, także żegnasz się z bardzo bliską osobą. Tobie i z tego powodu potrzebne jest wsparcie. Możesz je dostać od ojca, od innej osoby z rodziny, od przyjaciół, znajomych? Twierdzisz, że dajesz jeszcze sobie radę. Tylko jakim kosztem to robisz? Dawanie sobie rady polega też na... proszeniu o pomoc. Masz prawo prosić o pomoc TERAZ. Nie musisz doprowadzić siebie do całkowitego wyczerpania. Taką pomocą jest wsparcie profesjonalisty. Masz prawo do niego. W związku z tym masz prawo do proszenia taty o pieniądze na spotkanie z psychologiem czy Kübler-Ross, lekarz psychiatra, napisała bardzo mądrą książkę "Rozmowy o śmierci i umieraniu", zajrzyj do niej, myślę, że będzie Ci pomocna w tych trudnych chwilach. Napisałaś, że:(...) Przeraża mnie myśl, co może być kiedy mamy zabraknie. Nie wiem jak się nastawić na najgorsze, które i tak lada moment nadejdzie...Wybacz szczerość. Kiedy mamy już zabraknie, czeka Cię żałoba (w zacytowanej książce sporo mądrych rzeczy na jej temat przeczytasz). Żałoba to, wg E. Kübler-Ross, pięć etapów: zaprzeczanie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja. Nie warto żadnego z nich pomijać, przyspieszać, żałoba musi potrwać i każdy przeżywa ją na swój sposób. Jak się nastawić na najgorsze? Rób tak, jak dotąd. Wspieraj mamę, ale też pozwól sobie znaleźć osobę, która dla Ciebie będzie wsparciem. Spędzaj z mamą tyle czasu, ile chcesz i ile ona chce. Róbcie razem rzeczy, które was cieszą, na które obie macie ochotę. Unikaj jednego (myślę, że tak robisz dotąd): obciążanie mamy swą rozpaczą (co nie znaczy, ze razem nie możecie się powzruszać).Przytulam Cię ślicznie za odpowiedź, jakakolwiek pomoc ze strony innych osób wiele dla mnie znaczy. Muszę koniecznie poszukać tej książki. Również ściskam i pozdrawiam cieplutko. 6 Odpowiedź przez Wielokropek 2016-12-20 20:31:54 Wielokropek 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-01 Posty: 26,049 Odp: Moja mama umiera... Poszperałam w Internecie, znalazłam ją i w księgarniach internetowych, i w sieci jako pdf. Jeśli ktoś chce, znajdzie ktoś nie chce, znajdzie powód."Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski 7 Odpowiedź przez koniczynka123 2016-12-20 20:50:33 koniczynka123 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-11-21 Posty: 43 Odp: Moja mama umiera... takiwiatr napisał/a:Koniczynko, jesteś wrażliwą osobą, masz dobre serce, robisz co możesz. Jeśli to są rzeczywiście ostatnie dni Twojej mamy to przynajmniej nie jest sama w tych trudnych chwilach, otoczona miłością najbliższych, w tym również Ciebie. Na pewno jest dumna ze swojej córki. Pisz o tym co się dzieje, co przeżywasz, jeśli to przynosi Ci ulgę. Przytulam Cię serdecznie!!!Ściskam również, bardzo dziękuję za dodanie otuchy:) 8 Odpowiedź przez koniczynka123 2016-12-20 20:56:26 koniczynka123 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-11-21 Posty: 43 Odp: Moja mama umiera... Lajla888 napisał/a:Jestem jedną z tych, która mamę już straciła i to w dość młodym wieku. U mnie stało się to nagle, więc zazdroszczę Ci tych wspólnych dni jakie Wam zostały. Czarować Cię nie będę, że będzie dobrze, że wyjdzie z tego na pewno. Sama wiesz najlepiej jak jest więc wykorzystaj ten czas jaki Wam został i zadbaj o siebie. Zamykanie się w czterech ścianach nic nie da, musisz mieć kontakt z innymi ludźmi i musisz przede wszystkim rozmawiać. Jeśli nie chcesz iść do psychologa to może z kimś bliskim rozmawiaj. Wiem, że tłumienie w sobie emocji nie prowadzi do niczego dobrego. Wierzę, że się nie poddasz bo widzę, że jesteś silną osobą. Uściski się z innymi, studia i ogólnie wychodzenie z domu dużo mi daje. Zapominam o tym co się dzieje. Co prawda nie mam ochoty na imprezowanie, nawet nie jestem z tego grona osób, ale coraz częściej mam ochotę wyjść do kina, na ciastko, nawet zaczęłam szukać sobie jakichś dodatkowych zajęć typu tańce. Aż czasami mam wrażenie, że może nie wypada tak, skoro z mamą jest tak niedobrze. No ale co robić... chyba lepiej w tę stronę... ściskam również i pozdrawiam:) 9 Odpowiedź przez karmelowa_truskawka 2016-12-20 21:16:16 karmelowa_truskawka Szamanka Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-05-10 Posty: 299 Odp: Moja mama umiera... Koniczynka, współczuję Tobie bardzo ale też bardzo Ciebie podziwiam. Nie jest Tobie łatwo a mimo to starasz się być dla każdego wsparciem, podporą. Jeżeli pisanie wyzwala Cię od emocji to pisz! Jeżeli tańczenie - to tańcz! Nie zostawaj sama z tym wszystkim bo to jest bez sensu, proś o wsparcie, o wygadanie się. Ja nigdy takiej tragedii nie przeżyłam i nie mam pojęcia jak bym się zachowała na Twoim miejscu ale jedno wiem - robienie czegoś ponad swoje siły nie przynosi żadnych dobrych rezultatów. Ściskam bardzo! Twoja mama pewnie miała robione badania genetyczne na nosicielstwo mutacji BRC, pewnie też się przebadałaś, jeżeli nie to warto to zrobić i zadbać o profilaktykę. Jeszcze raz pozdrawiam! 'You can be anything you want to beJust turn yourself into anything you think that you could ever beBe free with your tempo be free be freeSurrender your ego be free be free to yourself' 10 Odpowiedź przez koniczynka123 2016-12-20 21:34:02 koniczynka123 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-11-21 Posty: 43 Odp: Moja mama umiera... karmelowa_truskawka napisał/a:Koniczynka, współczuję Tobie bardzo ale też bardzo Ciebie podziwiam. Nie jest Tobie łatwo a mimo to starasz się być dla każdego wsparciem, podporą. Jeżeli pisanie wyzwala Cię od emocji to pisz! Jeżeli tańczenie - to tańcz! Nie zostawaj sama z tym wszystkim bo to jest bez sensu, proś o wsparcie, o wygadanie się. Ja nigdy takiej tragedii nie przeżyłam i nie mam pojęcia jak bym się zachowała na Twoim miejscu ale jedno wiem - robienie czegoś ponad swoje siły nie przynosi żadnych dobrych rezultatów. Ściskam bardzo! Twoja mama pewnie miała robione badania genetyczne na nosicielstwo mutacji BRC, pewnie też się przebadałaś, jeżeli nie to warto to zrobić i zadbać o profilaktykę. Jeszcze raz pozdrawiam!Ponoć u mamy jest to taki przypadek, że nowotwór nie pojawił się z racji, że ktoś w rodzinie mógł mieć i odziedziczyła to w genach (nie wiem czy dobrze to określiłam, ale mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi), ale w wyniku jakiegoś czynnika zewnętrznego, czy coś takiego... Niestety nie pamiętam jak to było w przypadku cioci. Badania miałam robione, w marcu powinnam mieć jakieś wyniki. Szczerze mówiąc nie wiem do końca jak teraz do tego podejść, bo jedyne co wiem o tych badaniach, to właśnie termin, kiedy powinnam pojechać po ich odbiór. Przez cały okres trwania choroby mamy, mało co ktokolwiek mi mówił. Praktycznie zawsze babcia jeździ z mamą na badania, więc może popytam babcię czy wie, co z tym robić, bo inaczej jestem zielona. Myślałam, żeby może jeszcze mamę o to spytać, ale nie wiem czy powinnam poruszać ten temat, bo Ona już ledwo co myśli 11 Odpowiedź przez Kaja74 2016-12-20 21:55:20 Kaja74 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-01-15 Posty: 1,054 Wiek: 36 Odp: Moja mama umiera...Moja Mama umarła gdy miałam 18 lat i czytając Twoją historię widzę siebie. Mama chorowała kilka mcy, walczyliśmy o Nią do samego końca..Można by wiele mówić, ale myślę sobie, że ważne jest teraz i dla Ciebie i dla Mamy, abyś po prostu była z Nią. Spędzała z Nią każdą wolną chwilę, rozmawiała, albo nie, jeśli brakuje Jej sił, przytulała się do Niej i chłonęła każdą tą chwilę, która Wam została. Po latach zobaczysz jakie to też przeczytałam książkę o tym jaki wpływ na życie córki ma śmierć jej Mamy. Przepiękna książka, szczerze polecam- "Córki, które zostały bez matki", znajdziesz w mocno przytulam Cię... 12 Odpowiedź przez bbasia 2016-12-20 22:10:19 bbasia Redaktor Działu Psychologia Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-06-12 Posty: 3,001 Odp: Moja mama umiera... koniczynko... tak sobie pomyślałam, jeżeli masz możliwość spróbuj odwiedzić hospicjum. Gdzie, jeśli nie tam są ludzie, którzy o umieraniu wiedzą prawie wszystko. Poproś tam o pomoc psychologiczną dla siebie i swojej rodziny. Tobie i Twojej rodzinie potrzebna jest mądra pomoc w tym tak trudnym dla Was okresie. I nie obawiajcie się o nią prosić. Tak samo nie miej wyrzutów sumienia, że chcesz wyjść do tego kina, na ciastko, chcesz się śmiać i cieszyć życiem. Moim zdaniem sprawiasz tym przyjemność swojej mamie. Której na pewno nie jest łatwo ze świadomością, że jej choroba jest dla Ciebie obciążeniem. Więc baw się ile tylko możesz a potem opowiadaj o tym mamie. "W związku z tym, że wraca moda na rzeczy retro mam nadzieję, że zdrowy rozsądek i inteligencja znowu wrócą do łask." 13 Odpowiedź przez Wielokropek 2016-12-20 22:17:18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2016-12-20 22:18:10) Wielokropek 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-03-01 Posty: 26,049 Odp: Moja mama umiera... koniczynka123 napisał/a:(...) coraz częściej mam ochotę wyjść do kina, na ciastko, nawet zaczęłam szukać sobie jakichś dodatkowych zajęć typu tańce. Aż czasami mam wrażenie, że może nie wypada tak, skoro z mamą jest tak niedobrze. (...)Gdzieś musisz rozładować napięcie, gdzieś musisz wyrazić swe uczucia, gdzieś musisz wyrzucić emocje. Taniec świetnie się do tego nadaje. Wypada? Nie wypada? To odwieczny problem ludzi, którzy nad siebie i swoje potrzeby przedkładają stereotypy. Kto jest mądry, kto jest Tobie życzliwy, to Twemu sposobowi życia i radzenia sobie, przyklaśnie. Kto posługuje się w swym życiu stereotypami, kto jest na skutek zdarzeń go dotykających zgryźliwy i zrzędliwy, ten będzie usiłował obrzydzić Ci życie. Jeśli ktoś chce, znajdzie ktoś nie chce, znajdzie powód."Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski 14 Odpowiedź przez koniczynka123 2016-12-20 22:42:20 koniczynka123 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2016-11-21 Posty: 43 Odp: Moja mama umiera... bbasia napisał/a:koniczynko... tak sobie pomyślałam, jeżeli masz możliwość spróbuj odwiedzić hospicjum. Gdzie, jeśli nie tam są ludzie, którzy o umieraniu wiedzą prawie wszystko. Poproś tam o pomoc psychologiczną dla siebie i swojej rodziny. Tobie i Twojej rodzinie potrzebna jest mądra pomoc w tym tak trudnym dla Was okresie. I nie obawiajcie się o nią prosić. Tak samo nie miej wyrzutów sumienia, że chcesz wyjść do tego kina, na ciastko, chcesz się śmiać i cieszyć życiem. Moim zdaniem sprawiasz tym przyjemność swojej mamie. Której na pewno nie jest łatwo ze świadomością, że jej choroba jest dla Ciebie obciążeniem. Więc baw się ile tylko możesz a potem opowiadaj o tym za pomysł, pomyślę o tym:) staram się robić wszystko żeby mama mogła chociaż trochę się cieszyć. Zawsze mi mówiła, że niezależnie od tego co by się działo, to muszę się wyuczyć i skończyć jakiekolwiek studia, byleby nie przerywać nauki. Na razie mam same 4 i 5, wiem, że mama baaardzo się z tego cieszy, chociaż nie ma siły tego okazać. Mówi, że gdyby mogła, to by skakała ze szczęścia (zawsze tak robiła zanim zachorowała:)) 15 Odpowiedź przez karmelowa_truskawka 2016-12-20 23:08:24 karmelowa_truskawka Szamanka Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-05-10 Posty: 299 Odp: Moja mama umiera... koniczynka123 napisał/a:karmelowa_truskawka napisał/a:Koniczynka, współczuję Tobie bardzo ale też bardzo Ciebie podziwiam. Nie jest Tobie łatwo a mimo to starasz się być dla każdego wsparciem, podporą. Jeżeli pisanie wyzwala Cię od emocji to pisz! Jeżeli tańczenie - to tańcz! Nie zostawaj sama z tym wszystkim bo to jest bez sensu, proś o wsparcie, o wygadanie się. Ja nigdy takiej tragedii nie przeżyłam i nie mam pojęcia jak bym się zachowała na Twoim miejscu ale jedno wiem - robienie czegoś ponad swoje siły nie przynosi żadnych dobrych rezultatów. Ściskam bardzo! Twoja mama pewnie miała robione badania genetyczne na nosicielstwo mutacji BRC, pewnie też się przebadałaś, jeżeli nie to warto to zrobić i zadbać o profilaktykę. Jeszcze raz pozdrawiam!Ponoć u mamy jest to taki przypadek, że nowotwór nie pojawił się z racji, że ktoś w rodzinie mógł mieć i odziedziczyła to w genach (nie wiem czy dobrze to określiłam, ale mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi), ale w wyniku jakiegoś czynnika zewnętrznego, czy coś takiego... Niestety nie pamiętam jak to było w przypadku cioci. Badania miałam robione, w marcu powinnam mieć jakieś wyniki. Szczerze mówiąc nie wiem do końca jak teraz do tego podejść, bo jedyne co wiem o tych badaniach, to właśnie termin, kiedy powinnam pojechać po ich odbiór. Przez cały okres trwania choroby mamy, mało co ktokolwiek mi mówił. Praktycznie zawsze babcia jeździ z mamą na badania, więc może popytam babcię czy wie, co z tym robić, bo inaczej jestem zielona. Myślałam, żeby może jeszcze mamę o to spytać, ale nie wiem czy powinnam poruszać ten temat, bo Ona już ledwo co myśliOsoby, które mają mutację BRC są w dużym stopniu predysponowane do zachorowania na nowotwory jajnika, piersi, jelita grubego i paru innych. Jednak w największym stopniu na nowotwory jajnika i piersi (mówi się, że ryzyko zachorowania na raka jajnika wynosi 40%, piersi 20% ale to też zależy która to dokładnie mutacja jest). Z tego co wiem to u wszystkich chorych na nowotwory jajnika wykonuje się to badanie na nosicielstwo. Jeżeli miałaś zrobione badania to super, czekaj spokojnie na wynik. Gdyby okazało się, że jest dodatni to masz duże pole manewru. Nie wiem czy słyszałaś, ale parę lat temu było głośno o profilaktycznej mastektomii, której poddała się Angelina Jolie. Jej mama umarła na raka piersi, była nosicielką, Angelina też jest. Ale zdecydowanie najważniejsza jest świadomość i regularne badania Może przejrzyj dokumentację mamy? Coś tam na pewno musi być zapisane. Albo może tata wie?To wszystko co tu opisałam na ten moment nie jest tak ważne jak wspieranie rodziny i przeżywanie wspólnie tego co was dotknęło. Nawet nie umiem sobie wyobrazić jakim to musi być dla Ciebie stresem. A ja tu dodatkowo rzucam jakieś hasła o badaniach. Pozdrawiam! 'You can be anything you want to beJust turn yourself into anything you think that you could ever beBe free with your tempo be free be freeSurrender your ego be free be free to yourself' 16 Odpowiedź przez Jola1 2016-12-21 23:36:38 Jola1 Szamanka Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-09-16 Posty: 294 Odp: Moja mama umiera... koniczynka123 napisał/a:Spotykanie się z innymi, studia i ogólnie wychodzenie z domu dużo mi daje. Zapominam o tym co się dzieje. Co prawda nie mam ochoty na imprezowanie, nawet nie jestem z tego grona osób, ale coraz częściej mam ochotę wyjść do kina, na ciastko, nawet zaczęłam szukać sobie jakichś dodatkowych zajęć typu tańce. Aż czasami mam wrażenie, że może nie wypada tak, skoro z mamą jest tak niedobrze. No ale co robić... chyba lepiej w tę stronę... ściskam również i pozdrawiam:)Koniczynka napiszę tak-wiem ,ze to wychodzenie z domu jest dla Ciebie odreagowaniem,pewną ucieczką od tego co się dzieje...Jest "zaklinaniem rzeczywistości",ze jak będziesz zapominać albo udawać ,ze nic sie nie dzieje to tego nie będzie...Wiem ,ze chcialabyś wyłaczyc myślenie,znaleźc sie znów w bezpiecznym świecie ,gdzie dzieją się tylko dobre rzeczy...Rozumiem straciłam 2 najbliższe mi w zyciu własnego doswiadczenia napisze Ci tak-łap jak najwiecej wspolnych chwil z Mamą, rozmawiaj,albo tylko bądź przy Niej,korzystajcie z danego Wam wspólnego czasu ile się tylko da...Bo potem, jak już przyjdzie to nieodwracalne,to będziesz sobie wyrzucać ze za mało było tych chwil...Uwierz mi ,ze potem będzie tak ,ze za jedną minutę z Nią oddałabyś swoich kilka lat...A nie będzie już nawet tej jednej minuty...Przed Tobą jeszcze wiele, wiele "ciastek",seansów w kinie czy Tobą całe życie pełne pięknych tych chwil z Mamą moze już niewiele...Wykorzystaj dany Wam czas,on jest teraz tylko dla jest wazne zarówno dla Niej ,jak i dla z własnego doswiadczenia. Pozdrawiam Kochana i życzę dużo siły. "Nasi zmarli są wśród niewidzialnych, a nie wśród nieobecnych" papież JAN XXIII Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
umieranie na raka forum